Szukaj

Galeria zdjęć

  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
  • Galeria
Home Patron Patron Domu Święty Józef
Święty Józef
Patron Domu

Patronem naszego Domu jest św. Józef, którego uroczystość obchodzimy 19 marca. Jest on wzorem i patronem ludzi wszystkich stanów.

 

O postaci św. Józefa, mężu Maryi i przybranym ojcu Jezusa, niewiele wiemy. Pewnych informacji o nim dostarczają nam Ewangelie. Z nich dowiadujemy się, że Józef pochodził z rodu króla Dawida, mówi o tym św. Mateusz, kiedy podaje genealogię przodków Józefa. Z zawodu był rzemieślnikiem, co oznacza, że wykonywał prace w drewnie, metalu, kamieniu, wykonywał zatem narzędzia codziennego użytku; mógł być również cieślą.

Jest wspominany w Ewangeliach opisujących cudowne poczęcie Jezusa, spisu ludności, narodzenia Bożego Syna. Według żydowskiego prawa ojciec dziecka nadawał mu imię - czynność ta była uznaniem dziecka za swoje. Józef uczynił to jako ziemski opiekun Jezusa („czyż nie jest On synem cieśli?" Mt 13,55). Józef obecny jest podczas ofiarowania Jezusa w świątyni, pokłonu Trzech Mędrców, ucieczki do Egiptu i powrotu do Nazaretu.

To jemu - ziemskiemu opiekunowi Jezusa - anioł wyjaśnia tajemnicę wcielenia Jezusa, poleca ucieczkę do Egiptu i powrót do Nazaretu po śmierci Heroda. Ewangelista Łukasz relacjonuje obecność Józefa, kiedy dwunastoletni Jezus zgubił się podczas pielgrzymki do Jerozolimy (Łk 2,42). Później ewangelie o nim milkną.

Jan Dobraczyński opisał beletrystycznie postać św. Józefa nazywając go „Cieniem Ojca".

Ikonografia przedstawia go zwykle jako starca, by w ten sposób podkreślić dogmatyczną prawdę o dziewiczym poczęciu Jezusa. Jego atrybutami są: siekiera, piła, lilia, często występuje z Jezusem.

 

Wzór pracujących

Józef, choć robił dużo, zawsze przykładał się do pracy i niczego nie oddał niczego bez starannej obróbki. Zwykle naznaczał dość długi termin, ale prawie zawsze robota była gotowa wcześniej. Podobnie jak to bywało w Betlejem, do jego warsztatu zaczęły ściągać dzieci. Zdawały się na odległość czuć jego sympatię. Szybko się nauczył je poznawać. Znał ich imiona. (...) Rozmawiał z nimi i słu­chał ich opowiadań. Starszym chłopcom pokazywał, jak wła­dać piłą, heblem czy młotem.

Za dziećmi przychodzili dorośli. Ściągała ich nie tylko cie­kawość zobaczenia zręcznego naggara. Zjawiali się z proś­bami o radę. Nie miał pojęcia, co sprawiało, że on, człowiek młody, nierozmowny, nowy przybysz w mieście, stał się do­radcą tylu starszych od siebie i na pewno bardziej doświadczonych.

 

Oblubieniec Bogarodzicy

(gdy dowiaduje się o brzemiennym stanie Maryi...)

Wolnym krokiem wrócił do warsztatu. Wziął do ręki robo­tę, którą się zajmował, gdy Kleofas przyszedł do niego. Ale kawałek drewna wysunął mu się z palców. Zawsze w chwi­lach troski i zmartwienia znajdował pociechę w pracy. Wy­konując coś przy warsztacie zapominał o bólu. Ale tym ra­zem ból sięgnął zbyt głęboko. Nie pomogły także modlitwy - beraki, które układał i szeptał. Ze słowami modlitw mieszały się słowa, z jakimi zwracał się w duchu do Miriam. Były równie gwałtowne, jak te dopiero co usłyszane od Kleofasa. Wyrzuty zagłuszyły modlitwę. Nagle zerwał się i wybiegł z domu. Stromą ścieżką wspiął się na łąkę na zboczu. Ślepo pędził przed siebie. Nie wiedział, dokąd biegnie i po co. Zadyszał się. Nagle potknął się i upadł. Nie podniósł się. Został na ziemi wyciągnięty, z twarzą w kę­pie cząbrów. On, który nie potrafił płakać, poczuł skurcz gardła i zaniósł się łkaniem.

To, co się stało, zatrzymało w biegu jego życie, odebrało mu wszelki sens. (...) W zalanych łzami oczach pojawił się obraz dziewczyny. Nigdy nie potrafiłby w coś takiego uwierzyć. I nigdy, nigdy, uświadomił sobie, nie uwierzy... Wbrew oczywistości, wbrew śmiechom ludzkim - nie mógł tego przyjąć. Jak mogło się stać coś, co się stać nie mogło! Od pierwszego momentu spotkania miał pewność, że on sam mógłby popełnić rzecz najgorszą, ale ona nic takiego nie popełni nigdy. Cały świat mógł zawieść - ona by nie zawiodła! I ta pewność jeszcze w nim rosła, w miarę jak ją widywał i poznawał. To ona kazała mu patrzeć na dziewczynę jako na coś wyższego od siebie, godnego nie tylko najgorętszej miłości, ale także czci. Kochał ją i podziwiał za to, że jest taka niedosięgła żadnej zmazie, gdy w nim samym jest tyle słabości, z którymi wciąż musi walczyć.

Na podstawie: „Cień Ojca" Jana Dobraczyńskiego